Cienka linia życia
Dodane przez olek dnia Listopada 16 2009 20:40:47
Cienka linia życia
-Mam depresję.
-Wydziwiasz. Porozmawiaj z Ewą.
Mogła się tego spodziewać. Ojciec zawsze odsyła ją do Ewy. Od śmierci mamy nie ma do kogo zwrócić się z problemami. Ewa jest jej macochą, która pewnie i tak nic by nie zrozumiała. Poza tym oprócz kosmetyczki i fryzjera nic jej nie obchodzi. Zeszła do kuchni, żeby zaparzyć sobie melisę. „Może to mnie uspokoi” – pomyślała.
-Słyszałam, że masz problem-w drzwiach stała jak zwykle, nienagannie wyglądająca Ewa.-Depresja, Olciu?
-Po pierwsze: to mam na imię Olga, a po drugie: nie Twój interes.
-Nie rozumiem o co Ci chodzi. Masz wszystko czego pragnie typowa nastolatka. Duży dom, modne ciuchy, wielu przyjaciół...
- Nie jestem typową nastolatką! -przerwała jej Olga-Dom jest ojca, ciuchy mam dzięki jego forsie, a może i przyjaciół. Nie mam za to matki, a co gorsza przez Ciebie tracę też ojca!
-No cóż. Woli zabawy ze mną niż niańczenie dorastającej córeczki.
-Nigdy nie pomyślałaś, że on jest dla Ciebie za stary?
-Owszem, 17 lat to dużo. Ale za 3 tysiące dziennie...
-Szkoda, że tata tego nie słyszy!
Ewa wybuchnęła wymuszonym śmiechem, a Olga ze łzami w oczach uciekła do swojego pokoju.
Długo się nad tym zastanawiała i doszła do wniosku, że to będzie najlepsze rozwiązanie. Przynajmniej spotka się z mamą. Wzięła nóż kuchenny i poszła do łazienki. Weszła do wanny. Bardzo lubiła panią Stefcię, która sprzątała dom ojca i nie chciała przysporzyć jej dodatkowej pracy. Wyciągnęła przed siebie lewą rękę i przejechała nożem po nadgarstku. Fala gorąca i strużka krwi wyciekająca z rany. Zrobiła to. I pomyśleć, że uważała się za tchórza. Jeszcze tylko żyły prawej ręki i będzie po wszystkim. Z podniecenia nic nie czuła. Przecięła prawy nadgarstek. Jej ciało zaczęło drgać. Dopiero teraz przeszył ją ból. Chciała uciskać rany, ale przecież nie o to jej chodziło. Społeczeństwo, nieczułe na ludzkie cierpienia nie potrafiło jej zrozumieć. Nie mogła odnaleźć się w domu, szkole, świecie. To już postanowione. Kolejna seria drgawek. Nie przypuszczała, że będzie konać w tak niewyobrażalnych mękach. Zwymiotowała z bólu. Tego nie było w planie. Dostała gorączki. „To przez okaleczenia, to normalne, zresztą za chwilę i tak nic nie będę czuła” mówiła sobie. Zaczęła się zastanawiać czy ktoś będzie nad nią płakał. Zresztą to nie ważne. „Moje życie to dowcip. Boże, zrekompensuj mi to pozwalając na wieczne życie u boku mamy.” Jęknęła ostatni raz i jej klatka piersiowa przestała się poruszać...
Artykul był czytany : 623 razy
Autor: Madlene
Komentarze
1. Sank za tą bojaźń to ja bym nigdy nie wpuscil do nieba
2. whitedream Sporo niedociągnięć, zbyt "udoskonalona" śmierć, aczkolwiek nie mogę powiedzieć iż, nie czytałam tego z ciekawością, zastanawiając się co się stanie dalej:) Brakuje mi "prawdziwego" zakończenia.