siedem pąsowych róż
Dodane przez olek dnia Listopada 18 2008 10:39:37

siedem pąsowych róż


ROZDZIAŁ I

Niedaleko Harrodsa, największego, najsławniejszego, ale i najdroższego centrum handlowego w Anglii, wznosił się niewielki, ale zadbany budynek. Był to pensjonat ,,Siedem pąsowych róż’’. Ten trzypiętrowy, zbudowany z czerwonej cegły budynek wydawał się stary jak świat, pośród sięgających gwiazd, szklanych hoteli. Dorównywał im jednak pod wieloma względami, a niekiedy nawet je przewyższał. Jednym słowem sprawiał dużą konkurencję właścicielom hotelowych aglomeracji. Niejednokrotnie właścicielka pensjonatu, pani Louis, otrzymywała oferty jego wykupu, jednakże bez zastanowienia je odrzucała. Jak sama mówiła, był on całym jej życiem, a poza tym sprzedanie go przyniosłoby na pewno straty, gdyż cieszył się on wielkim zainteresowaniem. Świadczył o tym choćby fakt, iż wszystkie pokoje były zarezerwowane aż do października. Obecnie w pensjonacie mieszkało jedenaście osób.
Joseph Collen pochodził z Los Angeles. Był on mężczyzną w podeszłym już wieku, siwiejącym i lekko zgarbionym, o charakterystycznym dla ,,grubych ryb’’ grymasie twarzy i ubiorze. Rzadko kiedy można było zobaczyć go w czymś innym niż elegancki frak, biała koszula, cylinder. Całość dopełniała krótka laska ze srebrnym zakończeniem i hebanowa, rzeźbiona w indiańskie wzory fajka, którą zwykł palić podczas popołudniowej herbaty. Pan Collen na stałe mieszkał w Brazylii, gdzie posiadał plantacje tytoniu i bawełny. Do Londynu przyjechał pięć dni temu na ważne spotkanie z prezesem firmy przetwórstwa tytoniowego. Załatwił tę sprawę w mgnieniu oka, jednakże na prośbę żony pozostał w Anglii dłużej.
Katrin Collen pochodziła z Francji. Była modelką. To właśnie na jednym z pokazów poznała i uwiodła swojego obecnego męża. Piękna, wysportowana młoda, oczarowała go swoim wdziękiem i seksapilem. Powszechnie wiadomo, iż zrobiła to dla pieniędzy. Potwierdza to jej stosunek do męża. Traktuje go jak kulę u swojej nogi, jak piąte koło u wozu przynoszące korzyści materialne. Niejednokrotnie wykazywała duże zainteresowanie innymi, młodszymi od męża mężczyznami. Ostatnią osobą, jaka wpadła jej w oko był 24 letni student medycyny, mieszkający na drugim piętrze.
Jerremy Own, bo o nim mowa, to rodowity Anglik. Urodził się w Menchesterze, jednakże odkąd tylko rozpoczął studia, zatrzymał się na stałe w pensjonacie pani Louis, ani razu nie powracając do rodzinnego miasta. Wpłynęło to na ukształtowanie się bardzo silnej więzi pomiędzy nim, a właścicielką. Staruszka niejako go usynowiła i pomogła mu zerwać z życiem niebieskiego ptaka, jakie wcześniej prowadził. Chłopak wiele jej zawdzięcza. W tym roku kończy studia medyczne i zamierza zawrzeć związek małżeński z Susan Brown. Od dwóch miesięcy są po słowie.
Susan Brown również mieszka w pensjonacie ,,siedem pąsowych róż’’ i także jest studentką. Obecnie kończy pierwszy rok psychologii, jednakże powinna być już na drugim. Jak sama o sobie mówi, zaczęła studia z jednorocznym opóźnieniem ze względu na stan swojego zdrowia psychicznego. Trudno bowiem o bardziej nieśmiałą, zamkniętą w sobie i ślamazarną osobę. Sue była bowiem uosobieniem typowych ,,ciepłych klusek’’. Dzień byłby nieważny gdyby czegoś nie zgubiła, nie zapomniała lub gdyby nie potłukła swoich ogromnych i grubych okularów w czerwonych oprawkach. Jednakże była tak urocza w tej swojej ślamazarności, że zdobywała serca wszystkich obserwatorów. Trudno było z nią nawiązać rozmowę, a tym bardziej bliższy kontakt. Udało się to jak na razie jedynie Jeremu i dzieciom państwa Lopez, mającym kiełbie we łbie.
Państwo Lopez opuścili na trzy tygodnie słoneczną Hiszpanię, aby zaznać odrobiny angielskiego, morskiego klimatu i aby zwiedzić Wielką Brytanię. Rodrigo, Donna oraz ich dzieci Florinda, Mauricio i Rikardo często opuszczali pensjonat na dwa lub trzy dni aby obejrzeć wszystkie najciekawsze zakątki wyspy. Angielski znali tylko mniej-więcej (z naciskiem na ,,mniej’’) dlatego komunikacja z nimi była znacznie utrudniona. Poza tym, nie byli oni skorzy do rozmów.
Peggy McLane to 19 letnia dziewczyna, która w tym roku zaczęła studia prawnicze w Londynie. Dla pani Louis była dziesiątą wodą po kisielu, dlatego przebywa w pensjonacie zarówno w charakterze gościa, jak i pomocy. Na pozór sprawiała wrażenie normalnej nastolatki. Była wysoka, szczupła, miała rude pasemka na włosach, ubierała się modnie, ale niekiedy monotonnie, jednakże zarówno w środowisku kolegów jak i mieszkańców słynęła ze swej impulsywności, ale i inteligencji.





ROZDZIAŁ II

Było brzydkie, typowo angielskie popołudnie. Wiatr silnie dął w szyby okien. Deszcz lał jak z cebra, bębniąc w blaszany parapet. Rodzina Lopezów wyjechała dzień wcześniej do Yorkshire, natomiast pozostali mieszkańcy z panią Louis włącznie popijali herbatę w salonie, rozmawiając po cichu i wsłuchując się w trzaski iskier w kominku. Nastrój ten został przerwany przez głośny krzyk, a następnie odgłos szybkich kroków na schodach. Wszyscy poderwali się na równe nogi. Do pokoju, jak po ogień wpadła zszokowana pani Collen.
- Mój mąż nie żyje- zdołała wydusić z siebie, poczym upadla w teatralnym geście na kanapę.-On został zamordowany.





ROZDZIAŁ III

Dalsze wydarzenia potoczyły się w mgnieniu oka. Susan wybuchnęła histerycznym płaczem i pobiegła w stronę łazienki. Pani Louis usiadła na fotelu trzymając się za serce, a Jerremy pospieszył po swoją torbę w poszukiwaniu leków na uspokojenie, które jego narzeczona zwykła zażywać. Jedynie Peggy nie straciła głowy i zaczęła obmyślać strategię. Po upływie kwadransa, kiedy wszyscy zdołali się już częściowo uspokoić, przedstawiła swój plan działania.
- Ja i pani Collen pójdziemy zbadać miejsce zdarzenia. Wcześniej, trzeba jednak zadzwonić na po policję. Tym zajmie się Susan. Jerremy, ty również pójdziesz z nami, jednak wcześniej przynieś kilka par rękawiczek. Nie możemy zostawiać odcisków palców. Pani Louis, proszę odpoczywać, to był dla pani zbyt wielki szok, powiedziała ciepło. -Do dzieła -dodała zrywając się z miejsca. - - Musimy zacząć działać. Nie możemy siedzieć bezczynnie.
Wszyscy się podnieśli i zajęli się realizacją powierzonych sobie zadań. Już po chwili Sue obstawała przy kuchennym telefonie, a Jerremy czekał z czterema parami lateksowych rękawiczek w ręku.
- Chodźmy- dał się słyszeć stłumiony szept, i trójka osób zaczęła wspinać się powoli po stromych schodach.
Pokój państwa Collen mieścił się na drugim piętrze. Jego drzwi były zamknięte.
- Niemożliwe! Ja na pewno zostawiłam je otwarte- krzyknęła pani Collen.
- To kto je w takim razie zamknął?- wydusiła Peggy. -Czy myślicie, że morderca jest nadal w środku?- zapytała z nutą przerażenia w głosie.
- Zaczekajcie tu- nakazał Jerry, po czym chwycił w rękę ciężki, mosiężny świecznik i otworzył gwałtownie drzwi. Powiew zimnego wiatru wypełnił korytarz.
- Chodźcie, nikogo tu nie ma. Oprócz biednego Josepha oczywiście.
Peggy i Katrin weszły do pokoju. Ciało pana Collena leżało nienaturalnie powyginane koło łóżka. Było mokre od kropelek deszczu, którym udało się przedrzeć przez uchylone okno.
- Ono też było zamknięte- szepnęła pani Collen podchodząc do okna. Ktoś musiał tu być po moim wyjściu.
- Tylko kto?- Zapytał Jerry. Czy myślicie, że mordercą jest ktoś z mieszkańców?
- Nikt na pewno nie wszedł przez frontowe drzwi. Tylnych tu nie ma. To trzecie piętro, więc okno też odpada, za wysoko.
- Więc to ktoś z nas - dobiegł ich głos z tyłu.
W drzwiach stały Susan i pani Louis.






ROZDZIAŁ IV

Wszyscy mieszkańcy siedzieli w salonie. Każdy patrzył na każdego wilkiem i zastanawiał się nad własnym alibi. Panowała martwa cisza, którą przerwał dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę. To pewnie Wiliam, prywatny detektyw. Jest moim dobrym znajomym. Zadzwoniłam i poprosiłam go o pomoc - powiedziała pani Louis, po czym opuściła pokój.
- A właściwie co z tą policją Sue? -Zapytała Peggy przyglądając się rozhisteryzowanej pannie Brown. Czy ty w ogóle dzwoniłaś?
Susan wybuchnęła płaczem.
- Ja się tak denerwuję, a wy oczekujecie ode mnie, abym pamiętała o tak przyziemnych czynnościach, jak telefon na policję. Jerry, idź zrób to za mnie, proszę.
- Już nie trzeba.- Silny męski głos rozbrzmiał w salonie.
-Pozwoliłem sobie przyprowadzić mojego dobrego przyjaciela, porucznika Harrisona. Ja nazywam się Wiliam O’Brian. Jeżeli państwo pozwolą, chciałbym zobaczyć miejsce zbrodni, a później przesłuchać każdego z osobna. Czy ktoś mógłby mnie zaprowadzić do tego pokoju?
- Ja to zrobię! - Odezwała się ochoczo Peg. Proszę za mną - dodała, po czym ruszyła w górę schodów. Ja pani Collen i pan Own byliśmy tu już. Jednakże niczego nie ruszaliśmy, poza oknem, które Katrin zamknęła.
- Czy okno było otwarte wcześniej?
- Nie panie poruczniku. Otworzono je prawdopodobnie po znalezieniu zwłok przez małżonkę zamordowanego. Podobnie było z drzwiami. Twierdzi ona, że zostawiła je otwarte, natomiast my zastaliśmy je zamknięte.
- To dziwne. Czy ktokolwiek wchodził do pensjonatu dziś po południu? -Zapytał
- Nie. Nikt do niego nie wchodził, ani nikt go nie opuszczał. Państwo Rodrigez wyjechali wcześnie rano.
- Więc nie mógł to być nikt z zewnątrz. Co o tym sądzisz Wiliamie?
- Wniosek jest prosty. Musiał to zrobić ktoś z mieszkańców- wtrąciła Peg.
- Czy pan Collen przyjmował jakieś leki?- zapytał detektyw
- Nie jestem pewna, ale on chyba był cukrzykiem. Kilka razy dziennie brał jakieś zastrzyki, możliwe że insulinę, a dlaczego pan o to pyta?
- Ponieważ mam wrażenie, że trzymam w ręce dowód rzeczowy- odpowiedział.





ROZDZIAŁ V

- I co o tym sądzisz Howardzie?
- Jeszcze nic nie sądzę. Zarówno pani Louis jak i pani Collen nie powiedziały nam nic, czego byśmy nie wiedzieli lub nie podejrzewali.
- Wiemy jednak na pewno, że pan Collen brał zastrzyki z insuliny- zaproponował porucznik Harrison.
Do pokoju weszła Peggy McLane. Usiadła na przygotowanym krześle i czekała na pytania.
- Gdzie pani była między godziną piętnastą a szesnastą?
- Byłam w salonie wraz z innymi mieszkańcami.
- Czy znajdowała się pani w pobliżu pokoju państwa Collen w tym newralgicznym czasie?
- Nie- odpowiedziała spokojnie Peg.
- Czy zauważyła pani coś, co wydało się pani podejrzane?
- Nie. Nic takiego nie miało miejsca.
- Czy są w tym pensjonacie osoby, które według pani mogły mieć związek z tym morderstwem?
- Na pewno tak. Z ogólnego zarysu sprawy wynika, że wśród nas musi znajdować się morderca.
- A czy podejrzewa pani kogoś- kontynuował porucznik.
- Moich podejrzeń nie kieruję do jednej konkretnej osoby. Wiele osób znalazło się w tym miejscu w nieodpowiednim czasie.
- Kto na przykład?
- Pani Collen. Całe popołudnie siedziała z nami w salonie. Wyszła na chwilkę do męża i wróciła z wiadomością, że ten nie żyje. Podobnie Jerry. Po tragedii pobiegł po leki dla narzeczonej. To on mógł otworzyć okno i zamknąć drzwi pokoju. Jednak nasuwa się pytanie po co to zrobił i czy w ogóle to on. Sue poszła do łazienki, jednak nikt nie może poświadczyć, że tam była. I jest jeszcze jeden fakt, który mnie zastanawia. Susan miała zadzwonić po policję. Wszyscy widzieli, jak pobiegła do kuchni i gdzieś dzwoniła. Tylko gdzie?
- Zaskakuje mnie pani swoją zdolnością czytania między wierszami. Dam głowę, że będzie pani wspaniałym prawnikiem.
Sue lekko poczerwieniała i podziękowała uprzejmie.
- A co do tego telefonu, to jest to twardy orzech do zgryzienia. Warto o to zapytać samą pannę Brown. Czy mogłaby ją pani poprosić?

- A może to było samobójstwo?- rzuciła Susan Brown wpadając do pokoju. Była wyraźnie podekscytowana, ale i przestraszona. Usiadła pospiesznie na krześle i rozpoczęła swój monolog nie dopuszczając nikogo do głosu.
- Kiedy to okrutne wydarzenie miało miejsce siedziałam wraz z narzeczonym i innymi mieszkańcami w salonie. Kiedy dowiedziałam się o tej tragedii popadłam w skrajną rozpacz. Kto mógł to zrobić? -zastanawiałam się. Doszłam do jednego wniosku. To musiała być Pani Collen. Ja nie wierzę w te jej krokodyle łzy. Wszyscy wiedzą, że poślubiła biednego Josepha jedynie dla jego fortuny. Wszyscy Francuzi tacy są. Egoiści. Uważam, że ona byłaby do tego zdolna, a w dodatku miała motyw. Słyszałam, że zapowiadają rok nieurodzaju, więc Katrin musi sobie zapewnić jakąś przyszłość. Dochody z plantacji nie pokryją jej wydatków, ale polisa męża będzie w sam raz.
- Doprawdy? Kto by pomyślał. – powiedział ironicznie detektyw.
- Z zeznań innych świadków wynika, iż wykonała pani jakiś telefon, który rzekomo miał być telefonem na policję. Dobrze jednak wiemy, iż nim nie był. Czy może nam pani powiedzieć gdzie pani wtedy dzwoniła?- zapytał porucznik
Susan wyraźnie się zmieszała.
- Tak, mogę, jednakże byłabym wdzięczna, gdyby nie stało się to tajemnicą Poliszynela. Otóż dzwoniłam do swojego psychoterapeuty, do doktora Greena. Był to dla mnie zbyt wielki wstrząs. Ni wiem, co bym zrobiła, gdyby nie jego pomoc.
- Więc wszystko jasne. Proszę iść i odpocząć. Dobrze to pani zrobi- rzekł O’Brian z uśmiechem na ustach.
- I proszę przy okazji zawołać narzeczonego- dodał Harris równie wyszczerzony.

Po chwili do pokoju przesłuchań wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna i pospiesznie zajął wyznaczone miejsce.
- Witamy panie Own.
- Dzień dobry. Byłem już przesłuchiwany, a więc oszczędzę panom fatygi – zaczął. Między szesnastą a siedemnastą tak jak inni byłem w salonie. Opuściłem go dopiero po wieści o śmierci pana Collena, aby przynieść leki mojej narzeczonej, pannie Brown. Widząc jednak , iż pani Louis ma kłopoty z sercem wziąłem całą torbę. Zająłem się staruszką, podając jej nitroglicerynę, poczym podałem środki uspakajające Sue.
- Gdzie była w tym czasie panna Brown?- zapytał porucznik
- w łazience. I tak zdziwiło mnie, że wyszła tak szybo. Zawsze dojście do siebie, nawet po lekkich stresach trochę jej zajmuje.
- Czy podejrzewa pan, kto mógł być sprawcą tej zbrodni?
- Tak, pani Collen. Tylko ona miała motyw.
- Aha. Dziękujemy, może pan już iść.
Jerremy był już przy drzwiach, kiedy dobiegł go głos detektywa O’Braiana
- Pan studiuje medycynę, prawda?
- Owszem, odpowiedział bez namysłu. W tym roku kończę.
- Doskonale, a więc umiałby pan zapewne przeprowadzić odpowiednie doświadczenie na wykrycie insuliny?- ciągnął śledczy
- Oczywiście, to dziecinne proste- stwierdził student. Uczyli nas tego na pierwszym roku. Wystarczy polać substancją cukier. Jeżeli gwałtownie go rozpuści, to jest to insulina.
- Cudownie. Howardzie podaj mi tę cukiernicę. Zaraz z pomocą pana Owna spróbujemy zidentyfikować to coś- powiedział wskazując na kropelki płynu w strzykawce.
Nabrał na końcówkę łyżeczki odrobinę cukru i zakropił ją ową tajemniczą cieczą.
- I co pan o tym sądzi?- zwrócił się do Jerrego
- To na pewno nie insulina. – odrzekł ze zdecydowaniem
- Więc co to może być?- zapytał porucznik
- Sądząc po stanie skupienia, gęstości i tym, że część cukru zaczęła się rozpuszczać, śmiem przypuszczać, że to po prostu woda. Można to łatwo sprawdzić. Czy panowie palą, to znaczy, czy któryś z panów ma może zapalniczkę?
- Ja mam- odezwał się detektyw. A w jakim celu jest ona panu potrzebna?
- Jeżeli była to czysta woda, to cukier powinien pod wpływem podgrzewania zmienić się w karmel, taką mazistą brązową substancję. Natomiast woda powinna wyparować, jednakże my spróbujemy ją skroplić. Wtedy już wszystko będzie jasne.- rzucił i zajął się zdejmowaniem zegarka z ręki. Następnie podgrzał łyżeczkę i podstawił szkiełko zegarka. Osiadła na nim para, a cukier rzeczywiście się uprażył.
- Jestem pod wielkim wrażeniem. Howardzie, ten chłopak przekonuje mnie powoli, że lekarze jednak coś umieją- powiedział detektyw, po czym uśmiechnął się szeroko i wziął od Jerrego ,,aparaturę’’ do doświadczenia.
-Naprawdę bardzo nam pan pomógł. Bylibyśmy jednak wdzięczni, gdyby poza tym pokojem nie chwalił się pan tymi osiągnięciami.
- Nie ma czym- odrzekł Jerry, po czym wyszedł.





ROZDZIAŁ VI

Wszyscy ze zniecierpliwieniem czekali na wyniki śledztwa. Nic więc dziwnego, że zbiegli się w jedno miejsce, kiedy tylko usłyszeli skrzypnięcie drzwi pokoju, w którym odbywały się przesłuchania. Porucznik Howard Harris i detektyw Wiliam O’Brian wyszli spokojnie z pomieszczenia
- Opuścimy państwa na parę godzin – odezwał się porucznik.
- Jednakże, czy możemy skorzystać jeszcze z telefonu?- dodał, po czym podążył za panią Louis i kolegą.
Po kilki minutach wszyscy wrócili i detektyw rozpoczął krótkie przemówienie.
- Proszę, aby nikt z państw nie opuszczał domu. Jeżeli ktoś o zrobi, automatycznie przyzna się do winy. Wszystko wyjaśni się za parę godzin. Mamy przynajmniej taką nadzieję- zakończył, poczym wyszedł wraz z porucznikiem.






ROZDZIAŁ VII

Były to najdłuższe godziny w życiu każdego z mieszkańców. Pani Collen zdążyła już po raz jedenasty pomalować, a następnie zmyć paznokcie. Sue odpoczywała na kanapie z kompresem na głowie. Peggy chodziła w tą i z powrotem. Jerry obgryzał paznokcie, a pani Louis kończyła robić na drutach najdłuższą w swoim życiu skarpetę. Każdy czekał na dzwonek do drzwi jak na wybawienie. Kiedy wreszcie rozbrzmiał wszyscy rzucili się do drzwi, aby je otworzyć.
Chwilę po tym dał się słyszeć w salonie głos porucznika Harrisa
- Witamy państwa ponownie. Chcielibyśmy oświadczyć państwu, iż wykryliśmy mordercę. Wiemy już kto zabił pana Collena. Detektyw O’Brian przedstawi państwu dokładnie wszystkie zdarzenia, ale może usiądźmy. To chwilę potrwa. – zaproponował .
Kiedy już każdy znalazł sobie miejsce detektyw rozpoczął swoje przemówienie.
-Wątpię, aby morderca zechciał się teraz sam przyznać do winy, więc przejdę od razu do wyjaśnień. Wychodząc z pensjonatu przystanęliśmy z porucznikiem Harrisem pod tym słynnym oknem, zastanawiając się kto i po co je otworzył. I co się okazuje. W klombie przed penjsonatem znaleźliśmy kolejną strzykawkę. Oddaliśmy resztki jej zawartości do analizy. Czy domyślacie się państwo co mogło być w środku? Podpowiem, że właśnie ta substancja wstrzyknięta bezpośrednio do krwioobiegu spowodowała śmierć pana Collena.- kontynuował
- To zapewne potas- stwierdził Jerry.
- Doskonale panie Own. Ma pan naprawdę ogromną wiedzę. I to właśnie ona przemawia za uznaniem pana jako głównego podejrzanego. Tym bardziej, że jako student medycyny ma pan dostęp do takich środków. Czyż nie?
- Mam- odpowiedział ze zrezygnowaniem Jerry
- Właśnie. Poza tym trzeba stwierdzić, iż pana przeszłość również pozostawia wiele do życzenia. Jednakże to wszystko jest za proste. Podobnie jak w przypadku pani Collen. Nie wiem, czy państwo również to dostrzegają. Były kryminalista, inteligentny. Bez problemu mógłby podłożyć Panu Collenowi strzykawkę z potasem, a ten nic nie podejrzewając sam na sobie wykonuje wyrok. Następnie pod pretekstem wzięcia torby, pan Jerremy idzie na górę, wyrzuca strzykawkę po potasie przez okno, a podkłada nową, po wodzie. Przez przypadek zamyka drzwi. Jest idealnie. Zbyt idealnie. Dlatego zaczęliśmy szukać innych śladów i znaleźliśmy je. Tak więc z czystym sumieniem mogę przyznać, że pan Own jest niewinny.- to mówiąc wstał i zaczął przechadzać się po pokoju.
Jerry odetchnął z ulgą.
- Nie jest to również pani Collen. Miała doskonały motyw, jednakże on sam nie wystarcza, Muszą być dowody. I mamy takowe przeciwko tobie Sue.- rzekł podchodząc do kanapy na której wraz z Jerrym siedziała.
- Mordercą pana Collena jest panna Brown- powiedział triumfalnie
- Co ?! Sue?! Morderczynią?! To niemożliwe! – padały stwierdzenia.
Detektyw poczekał, że szepty umilkną poczym podszedł do Susan, która zamiast swojej zwykłej reakcji, czyli płaczu spalała się ze złości i kontynuował swój monolog.
- Otóż panna Brown byłaby czysta jak łza, gdyby nie jedna informacja. Informacja, która o mało nie został pominięta. Telefon. Jedynie panna McLane o nim wspomniała. Dzwoniliśmy z porucznikiem Harrisem na numer rzekomego doktora Greena i o dziwo odebrała recepcjonistka hotelu ,,Księżyc’’. Tak więc mamy motyw. Panna Susan wykorzystała uczucia pana Owna, aby zamieszkać w pensjonacie, a następnie poprzez intrygę z morderstwem zniszczyć pozytywną opinię domu. Niech pani nie myśli, że ujdzie to pani na sucho. Poruczniku Harris, teraz pańska rola.- zwrócił się do policjanta. Ten wstał, wyjął kajdanki i podszedł do Sue. Jest pani aresztowana.- wyrecytował.



Artykul był czytany : 284 razy
Autor: emi
Komentarze
1. cytelnik
mnie sie wydaje , ze jest to kopia jakiegos opowiadania z internetu, moze sherloka Holmesa,
2. Few_days;)
To nie kopia !!! swego czasu powstało wiele takich opowieści ... opowieści z "krypty" ;))) Fajnie się czyta opowiadanka kryminalne ! Oby tak dalej !!!
3. fan>>
Opowiadanie klasa. Wyglada na to, ze jest to oryginał, wobec tego podeślij tu następne. Bo to jest ekstra !!
4. Few_days;)
właśnie !!! podeślij następne !!! opowiadanka kryminalne są extra !!!
5. xxx
Czekamy na następne opowiadanie - to jest świetne